Jakiś czas temu, na naszym blogu, pojawił się post odnośnie 7 mitów z zakresu optymalizacji domen. Zainspirowana tak przygotowanym tekstem zaczęłam zastanawiać się nad mitami z branży copywriterskiej. Prawda jest taka, iż bez względu jaką pracę wykonujemy, wcześniej czy później, zerkniemy się z plotką, która wprowadza zamęt, a następnie… przyjmuje formułę tezy. O dziwo, tak samo jest z branżą „działaczy contentowych”. Analizując wszystkie zasłyszane „złote rady”, zdałam sobie sprawę, iż niezwykle popularne są 3 mity, które trzeba wyjątkowo prędko obalić.

 

Keyword Density kluczem do sukcesu

Pierwszy raz z podejściem Keyword Density spotkałam się 2 lata temu, przeszukując interesujących szkoleń i artykułów odnośnie pracy i rozwoju copywritera. W wolnym tłumaczeniu mówi ono o nasyceniu słów kluczowych w danym tekście. Jego wynik obliczany jest w formie procentów – a dokładnie ich proporcjonalności do całości contentu.  W branży mówi się, że najbardziej optymalny wynik to 1.3% gęstości istotnych fraz.

Tak, są copywriterzy którzy wyliczają ten współczynnik i trzymają się go sztywno, niczym przerażony akrobata na linie. Osobiście nigdy nie liczyłam i nie upierałam się na przestrzeganiu tak restrykcyjnego podejścia do tworzenia tekstów SEO. Wychodzę z założenia, iż mój klient nie jest algorytmem czy robotem, w związku z tym – priorytetem jest stworzenie tekstu merytorycznego. Oznacza to, iż wynik algorytmu nie interesuje odbiorcy tak mocno, jak wynik pozycjonowania czy zajmowanego miejsca w wynikach wyszukiwania. Jeśli tekst daje możliwość przekroczenia tego współczynnika – robię to. Jeśli zaś ostateczny rezultat contenu straci na wiarygodności i naturalności – nie „upycham” fraz na siłę, tylko po to, aby uzyskać gęstość na poziomie prawie 1.5%. Poszukiwałam wiarygodnych badań, które mogłyby potwierdzić istotność zawierania i liczenia Keyword Density. Matt Cuts na swoich social mediach wspominał o powtórzeniu 2-3 krotnym danej frazy na stronę. Wniosek jest więc jeden – nie ma jednego magicznego algorytmu, czy z góry doprecyzowanego schematu dobierania słów kluczowych pod objętość tekstu. Co człowiek to inne podejście, a co copywriter to inne umiejętności zawierania tych haseł.

Copywriter pisze tylko dla robotów Google’a

Owszem, praca copywritera to przede wszystkim tworzenie tekstu SEO, tak aby wzmocnić procesy pozycjonowania danych domen. Szacuje się, iż ok 15% contentu ma bezpośredni wpływ na uzyskiwane wyniki (chociaż, jak wiemy, jest to proces zbyt złożony, aby otrzymać tak klarowną statystykę). Unikanie lub pomijanie słów kluczowych dostało nawet specjalistyczną nazwę – Keyword Avoidance. Zadanie copywritera to tworzenie treści z uwzględnieniem elementów zgodnych z SEO, to oczywiste. ALE! Nie samym SEO człowiek żyje, zatem priorytetem w tworzeniu treści zawsze powinien być odbiorca – człowiek. To on będzie mierzył się z tym tekstem, to on będzie poszukiwał informacji o produkcie, to on wyrobi sobie opinie o danej marce i to dla niego przede wszystkim tworzymy daną treść. Copywriter idealny to taki, który potrafi połączyć te dwa elementy, nie narażając jednego, kosztem drugiego.  Co 5 obywatel Polski i co 3 użytkownik internetu regularnie czyta blogi ( badanie CBOS w 2017 roku, w ramach badania „Korzystanie z Internetu”) i wynosi z nich wartościowe informacje – pamiętajmy o tym, gdy następnym razem będziemy chcieli stworzyć naszprycowany frazami, niemerytoryczny tekst.

Nie pomijaj znaków diakrytycznych

Znaki diakrytyczne to znaki graficzne, używane w różnych językach tego świata. Mogą one znajdować się nad literami, pod nimi lub na ich ukos. W przypadku języka polskiego będą to np. ę, ł, ś. Problem takich znaków jest dość powszechny, z różnych kwestii. Po pierwsze – używanie ich jest zgodne z estetyką naszego języka. Poprawnie wizualnie wykreowane kampanie Adwords, czy naturalny tekst powinien je wszystkie zawierać, bez względu na ostateczny sposób wyszukiwania danych fraz. Prawda jest jednak taka, iż użytkownicy wyszukiwarek często pomijają te znaki, idąc „na skróty”. Coraz częściej frazy nie zawierają spacji, posiadają błędy językowe czy ortograficzne. Wiele branż „stoi” takimi błędnymi frazami i ich pominięcie miałoby znaczący wpływ na wyniki pozycjonowania SEO. Weźmy na przykład przypadek agencji SEO we Wrocławiu. Często użytkownicy pomijają literę „ł” w nazwie miasta. Pominięcie tak stworzonej frazy, owszem, zachowa poprawność językową, ale może przyczynić się do obniżenia wyników pozycjonowania domeny (a to o nią w dużej mierze przecież chodzi). Podobną sytuację na swojej drodze napotka sklep z żywnością naturalną, który sprzedaje „pyłek przczeli”. Wniosek? Jeśli zależy nam na efektywnym pozycjonowaniu nie powinniśmy rezygnować czy unikać fraz wpisywanych w wyszukiwarce. Nawet, jeśli wiąże się to z lekkim „kaleczeniem” języka

 

Wyniki wyszukiwań dla frazy “agencja seo wroclaw”