Kilkanaście dni temu na oficjalnym blogu Google pojawiła się informacja o wprowadzeniu dwóch nowych typów atrybutów, które mają służyć „lepszej identyfikacji” charakteru linków, do których zostaną dodane. Oprócz dobrze znanego od 15 lat „nofollow” Google dało do dyspozycji właścicielom witryn i webmasterom oznaczenia: rel=”sponsored” oraz rel=”ugc” (źródło: https://webmasters.googleblog.com/2019/09/evolving-nofollow-new-ways-to-identify.html).

Oznaczenie linków sponsorowanych – rel=”sponsored”

Pierwszy z nowych atrybutów, czyli rel=”sponsored” ma być dedykowany linkom pojawiającym się w materiałach reklamowych (takich jak np. artykuły).
Możemy interpretować to jako „zachętę” do oznaczania linków, które zostały po prostu opłacone, bądź pojawiły się np. w ramach wymiany, sponsoringu czy reklamy.

User generated content czyli rel=”ugc”

Drugi atrybut rel=”ugc” ma być użyty w odniesieniu do linków umieszczanych w treściach i wypowiedziach tworzonych przez użytkowników i publikowanych np. w postach czy komentarzach na forach internetowych. Według deklaracji Google oznaczanie odnośników poprzez ten atrybut ma umożliwić ich odpowiednią klasyfikację i niejako zniechęcić do tworzenia spamerskich treści i masowego umieszczania linków.

Co oznacza to praktyce ?

W swoim komunikacie, pracownicy Google wskazali, że zarówno dotychczasowe atrybuty linków (czyli follow i nofollow), jak i te nowe mają być wskazówką w interpretacji i ocenie „mocy” odnośników oraz stanowić czynnik rankingowy.
Możemy domniemywać, że użycie oznaczenia „sponsored” będzie jednoznaczne ze wskazaniem, że dany link jest efektem działań reklamowych oraz co ważne, że dana witryna udostępnia odnośniki za opłatą.

Pytanie jak oceniane będą linki z parametrem UGC? Być może będą one zyskiwały na znaczeniu, jeśli będą pojawiały się w miejscach, gdzie pojawiają się realni i zaangażowani użytkownicy (np. pasjonaci danej tematyki), a wypowiedzi są mocno moderowane i dalekie od spamerskiego charakteru. Może też okazać się, że wprowadzenie atrybutów rel=„ugc” w miejscach, które dotychczas nie posiadały żadnego oznaczenia (a więc domyślnie linki otrzymywały parametr follow) wpłynie na zmianę rankowania tych odnośników (i ich „osłabienie”).

Jeszcze inną konsekwencją ogłoszonych przez Google zmian może być zmiana strategii dotyczącej budowania profilu linków i próba pozyskiwania nowych typów odnośników w celu zróżnicowania puli linków bądź próby jej „unaturalnienia”.

Informacje przekazane przez Google są jak zwykle dość lakoniczne i najprawdopodobniej czas pokaże, czy zmiany przełożą się w jakikolwiek zauważalny sposób na wyniki wyszukiwania. Im więcej jednak stawiamy sobie pytań tym więcej pojawia się niewiadomych i domniemanych scenariuszy.

W sieci pojawiły się już pierwsze komentarze i wpisy blogowe dotyczące nowych atrybutów – plejada tytułów pokazuje, że zdania jak zwykle są dość podzielone. Od skrajnych określających komunikat Google jako breaking news po typowe „polskie” podejście na zasadzie „pożyjemy, zobaczymy” oraz „róbmy swoje”.

Co robić i jak żyć 😉?

W naszej branży często spotykamy się z paradoksem – mamy „dwóch seowców a trzy opinie” oraz z tym, że najlepszą odpowiedzią wszelkie pytania jest stwierdzenie „to zależy” 😉 Myślę jednak, że wiele osób zastanawia się nad tym czy zmiany będą wymagały od SEOwców zmodyfikowania podejścia do budowania profilu pozyskiwania odnośników czy wpływania na ranking poprzez używanie konkretnych atrybutów.

– Katarzyna Baranowska

W związku z tym zaprosiliśmy do dyskusji i do wyrażenia swojej opinii na ten temat ekspertów SEO, osoby odpowiedzialne za strategię linkbuildingu i specjalistów od content marketingu. Wszystkie wypowiedzi z przyjemnością publikujemy poniżej – zachęcamy również do dyskusji w komentarzach 😉

Nie masz czasu przeczytać całości publikacji? Zastanów się jeszcze raz lub przynajmniej zapisz link na później – czeka tu na Ciebie spora dawka wiedzy wprost od Liderów branży SEO/SEM.

Jeśli jednak nadal wolisz wersję skróconą, podsumowanie od Eweliny znajdziesz na samym końcu publikacji.

Dobry moment na komentarz, akurat siedzimy na SEO Rejsie i wątek nowych atrybutów linków jest tu oczywiście żywo fermentowany.
Wnioski?
Jesteśmy zgodni, że nowe atrybuty posłużą za pożywkę dla uczenia maszynowego algorytmów Googla. Oczywistym jest, że większość webmasterów nie zwróci uwagi na nowe znaczniki, ale mając nawet niewielką próbkę linków oznaczonych nowymi atrybutami, algorytm będzie szukać wzorców, według których oceni (czyt. “usunie z grafu linków”) grupy podobnych odnośników.
Z tego wprost wynika też zapowiadana przez Googlersów zmiana podejścia algorytmu do samego “nofollow”. Dotąd powtarzali przecież, że linki z tym atrybutem nie są uwzględniane w grafie. Dziś branżę ekscytuje zapowiadana zmiana sposobu oceny – z twardej dyrektywy na “wskazówkę”. Czy to oznacza, że linki z forów znów będą “kopać”?
Moim zdaniem, nie. Dedukuję, że stosowany od lat w dużej części forów “nofollow” doskonale uczy algorytm, że linki z podobnych źródeł nie powinny być uwzględniane w układaniu rankingów.
Może więc linki z Wikipedii zaczną kopać? Znów pozostaję sceptyczny 😉 Powszechnie znany fakt możliwości edycji treści w Wiki przez kogokolwiek niesie ryzyko manipulacji, którego na miejscu Googlersów starałbym się unikać.

Pozostaje pytanie, czy warto poprawiać/rozszerzać atrybuty linków na własnych stronach?

Uważam, że nowe atrybuty będą działać identycznie jak stare “nofollow”. Linki w materiałach sponsorowanych i te dodawane przez użytkowników dotąd miały być (zgodnie z wytycznymi Google) opisywane przez “nofollow”. Zróżnicowanie dostępnych atrybutów posłuży do efektywniejszego wykrywania i klasyfikowania tego typu linków w pozostałych serwisach (które tych znaczników nie zastosują), nie widzę natomiast powodu, dla którego link atrybuowany jako “sponsored” czy “ugc” miał trafić do samego grafu linków.

Podsumowując – nie widzę realnej potrzeby wdrażania nowych znaczników. O ile dziś prawidłowo stosujesz “nofollowy” (lub też świadomie je ignorujesz), zamiana na nowe atrybuty prawdopodobnie nie wpłynie w żaden sposób na ocenę Twojego serwisu. Nowe atrybuty nie dają dziś właścicielom witryn żadnych korzyści, posłużą jedynie do trenowania algorytmów celem efektywniejszego wykrywania manipulacji.

Zamiast więc tańczyć, jak nam zagrają, sam wolę spędzić czas na innej imprezie 😉 Sławomir Borowy

SEO/SEM Consultant, https://www.asante.pro/

Moje zdanie być może niezbyt popularne a i nieco kontrowersyjne jest takie. Chodzi głównie o “rozwodnienie” opinii jakie ludzie zajmujący się SEO mają na temat linków a przede wszystkim linków nofollow.

Kiedyś mieliśmy rel=nofollow teraz rel=nofollow rel=ugc rel=sponsored – na tej zasadzie można właściwie tworzyć dowolne atrybuty i poddawać je testom.

Najważniejsze jest, że Google ogłosiło traktowanie nofollow jako sugestię (podobnie zresztą jest w przypadku tagu canonical), a nie dyrektywę. To ogromna zmiana, a atrybuty ugc i sponsored tylko mają tę zmianę uczynić nieco mniej widoczną.

W związku z tym samo oflagowanie linka nofollow nie będzie znaczyło, że link ten partycypuje w strategii SEO lub nie.

Koniec końców odnieść można wrażenie, że po 15 latach od wprowadzenia atrybutu nofollow nastąpił kryzys jeśli chodzi o linkowanie naturalne. Duże wydawnictwa domyślnie używają atrybutu nofollow i tym samym zakrzywiają to jak naturalne linkowanie wyglądałoby gdyby tego tagu nie prowadzono.
Wikipedia, która dziś jest silnie moderowana, również nie rezygnuje z atrybutu nofollow (więc nie można założyć że nofollow to obrona przed spamem).

Z drugiej strony spamowanie komentarzy w blogach nie osłabło, a wręcz można odnieść wrażenie że przybrało na sile, mimo 15 lat istnienia tagu nofollow. Kto ma np. stronę na WP ten wie.

Nofollow miało być remedium które chroni algorytm Google i użytkowników tej wyszukiwarki przed nadmierną manipulacją i niskiej jakości wynikami, chyba wymknęło się jednak spod kontroli.

Łukasz Żelezny

SEO Consultant, https://zelezny.uk

Google wprowadzając parametry UGC i SPONSORED samo przyznało, że nad tego typu rozwiązaniem pracowało przez kilka (naście?) ostatnich miesięcy. Zauważcie, ile ludzi tak naprawdę śledzi działania Google pod kątem SEO – garstka w stosunku do liczby witryn, które Google analizuje. To z kolei oznacza, że być może, 90% webmasterów nie wie i nigdy się nie dowie o takich parametrach jak nf, ugc czy sponsored. Google również przyznało, że webmasterzy nie muszą wstecznie uzupełniać tych parametrów.

Skoro jednak Google wprowadziło to parametry to oznacza, że prosi branżę SEO o samopodpierdolkę – wy nam podacie, jak na tacy, jak interpretować wasze linki, a my dzięki temu nie będziemy musieli tego analizować. No i technologicznie nie będziemy musieli inwestować w nie wiadomo jakie programy do analizy tych linków. Ot, po prostu, podacie linki na tacy. To przypomina mi wdrożenie Disavow Tool, za pomocą którego zrzekaliśmy się linków. Oczywiście w przypadku DT, niektóre „ruchy seo” były uzasadnione. Nie mniej jednak patrząc przez pryzmat narzędzia to disavow tool oraz markowanie linków to przecież niemalże to samo.

Rozmyślając też o markowaniu linków parametrem NOFOLLOW Google mówi, że będzie to jakiś tam mniejszy lub większy „hint” – czyli, że jednak potwierdza, iż analizuje to co znajduje się za linkiem nofollow od dawna – pewnie niemalże od początku. Skoro PageRank jest obliczany logarytmicznie na podstawie jakichś parametrów i między innymi linków, to logarytm od czegoś daje coś, ale zerem już być nie może – więc nofollow działa? 😉

Skoro mamy sami się podkładać linkami typu ugc i sponsored to, moim zdaniem, trzeba to na początku „olać” i zobaczyć jak Google podejdzie do analiz, kiedy nic nie będzie robione.

I jak to w SEO – podejdźmy do tego na spokojnie. Pierwsza większa akcja czyszczenia PBNów będzie odpowiedzią co dalej z platformami blogowymi 🙂

Reasumując – czekamy i patrzymy co dalej.

Paweł Gontarek

https://www.zgred.pl/

Tak się składa, że widziałem oficjalnego maila od Gary Illyes’a wysłanego na 2 tygodnie przed publicznym ogłoszeniem zmian w dokumentacji Google. W mailu tym jest konkretne wytłumaczenie, po co to wprowadzili oraz co się będzie działo w najbliższych miesiącach. Zmiana w dyrektywie rel=”nofollow” w perspektywie najbliższych miesięcy będzie mieć ciekawy wpływ na sposób przetwarzania link buildingu i finalne efekty.

Pomijając efekt rynkowy, który pojawi się wśród wydawców, którzy sprzedają linki w skali makro, zmiany będą miały bezpośredni wpływ na sposób przetwarzania grafu linków. Co najważniejszego uległo/ulegnie zmianie?

Najważniejsze to, że linki opatrzone parametrem nofollow przestają być DYREKTYWĄ jak dotychczas a stają się SUGESTIĄ. Jest to podobny mechanizm. jak w przypadku nagłówków canonical (sugestia) i przekierowaniach 301 (jednoznaczne wskazanie).

Cytując fragment maila: “Decreasing the weight to “hint” was necessary because we’ve reached a state where nofollow was doing more harm than good even for good sites“. Całość maila mocno sugeruje, że linki klasy nofollow mogą (ale nie muszą) pojawić się w grafie linków i przekazywać page rank (oraz link juice) – czego do tej pory nie robiły.

Moim zdaniem jest to bardzo dobra nowina. W temacie pojawiają się również nowe dyrektywy rel=”ugc” oraz rel=”sponsored”. W mailu znajduje się jasne wyjaśnienie co to jest/co to będzie. Cytując fragment maila: “Both will be used mostly for large scale training if they get resonable adoption, and otherwise they (already) act as nofollow…“. Jest to jasna informacja że parametry te służą do nauki nowych modeli machine learning w Google – tak samo jak np. disavow file. Całość maila okrszaona jest jasną informacją: “... however we do give a 6 months of incubation period for using nofollow links for discovery“. Czas na wnioski będzie w marcu 2020.

Robert Niechciał

Ekspert SEO, https://niechcial.io

Zacznę od tego, że prędzej czy później musiał nadejść czas, w którym Google zmieni sposób traktowania linków opatrzonych atrybutem “nofollow”. Jak się okazało w ostatnim czasie, zmiana ta dotyczy traktowania tego atrybutu jedynie jako wskazówkę, a nie całkowitą blokadę przed zliczaniem i to moim zdaniem jest znacznie ważniejsze, niż sam fakt wprowadzenia dodatkowych atrybutów doprecyzowujących przeznaczenie linka.

Po ostrych akcjach sprzed wielu lat, kiedy to Google wypuściło pierwszą aktualizację Pingwin i w podobnym czasie zaczęły się również masowe ręczne kary za tzw. nienaturalne linki, coraz więcej osób zwyczajnie zaczęło się bać linkować na zewnątrz linkami dofollow. Na co dzień widzę publikacje w mniej lub bardziej popularnych serwisach (również branżowych), które stosują nofollow nawet do wskazania źródeł informacji czy też do stron, o których wspominają w treści artykułów w zupełnie naturalny sposób. Największe serwisy informacyjne czy tematyczne przyjęły politykę linkowania poza swoją domenę z nofollow, przez co nie trudno trafić na raporty bazujące na danych z zewnętrznych serwisów, a nawet wykorzystujące ich opracowania graficzne, ale z linkiem nofollow (w najlepszym przypadku), a nawet z niepodlinkowaną wzmianką. Ostatnio w naszym zespole przygotowaliśmy pełną treść artykułu dla jednej z gazet. Nawet w takim przypadku link w internetowej wersji był opatrzony atrybutem “nofollow”, za którego zdjęcie musielibyśmy zapłacić tak jak za artykuł sponsorowany.

Google przez swoje wieloletnie działania samo sobie zaszkodziło. Tak mocno zafiksowało się na punkcie karania za nienaturalne linkowanie, że doprowadziło do znacznego zmniejszenia liczby w pełni naturalnych linków, które mogły przekazywać swoją moc i tym samym wpływać na pozycje. Moim zdaniem wprowadzona zmiana jest jak najbardziej uzasadniona z punktu widzenia wyszukiwarki, aczkolwiek również dla nas, seowców, otworzy ona większe możliwości – w końcu znacznie łatwiej jest o link nofollow, który od teraz będzie dawał nam pewne szanse na to, że zostanie on zliczony i pomoże w pozycjonowaniu.

Jeśli chodzi o 2 nowe atrybuty, to wydaje mi się, że przede wszystkim popularne platformy blogowe, serwisy społecznościowe i fora wprowadzą rel=”ugc” w komentarzach, postach i stopkach. Jednak przeciętny właściciel strony raczej nie będzie wnikał w szczegóły na temat różnic w zastosowaniu nofollow, sponsored i ugc, więc nie zdziwię się, jeśli po kilku latach Google wycofa się z ich stosowania. Z drugiej strony zastanawiam się, czy sam fakt wprowadzania jakichkolwiek zmian w tych atrybutach nie jest sygnałem tego, że zbliżają się kolejne akcje karania za backlinki.

Marta Gryszko

https://www.lexy.com.pl/blog

Od blisko 15 lat atrybut nofollow wskazywał, że dany link kieruje do potencjalnie niezaufanego źródła – tym samym Google chciało zapobiegać przenoszeniu „link juice” do serwisów zewnętrznych. Była to rzekomo recepta na walkę ze spamem w komentarzach na forach czy blogach.

Obecnie otrzymaliśmy informację o tym, że linki nofollow były analizowane przez Google, dając tym samym, jak sami wspominają pewnego rodzaju „hint”. Google przekonuje, że nie ma konieczności zmieniania dotychczasowych linków wg nowych wskazówek oraz stosowania się do nich w przyszłości.

Nie wierzę w „dobroduszność” wyszukiwarki odnośnie tego, że nowe znaczniki „sponsored” oraz „ugc” mają pomóc webmasterom w zarządzaniu profilem linków – taaak jasne. Atrybut rel=”sponsored” to nic innego jak przesłanie do Google swojego zaplecza linkowego zawierającego ten znacznik.
Po pewnym czasie za pewne tego typu miejsca zostałyby oflagowane i z dużym prawdopodobieństwem zostałyby traktowane jako spam. Oznaczając linki jako „sponsored” ujawniamy sporą część warsztatu budowania profilu linków dla stron swoich klientów. To dla taki upgrade narzędzia Disavow.

Z kolei atrybut „ugc” to w mojej opinii update i rozbicie na dwa samego „nofollow”. Atrybut dedykowany wpisom tworzonym przez użytkowników w internecie. Nie wnosi to nic rewolucyjnego, gdyż dotychczas w zbliżony sposób funkcjonowało samo „nofollow”.

Nie jestem takim optymistą odnośnie tej zmiany. Nie jest to dla mnie również rewolucja jakościowa – bo jaki sens jakościowy może mieć oflagowanie jako spam, sporej części internetu gdzie umieszczane są artykuły sponsorowane (od wielkich wydawców, po pojedyncze blogi).

Czy obecne zmiany w klasyfikacji atrybutów linków coś zmienią? W mojej opinii: NIE.

Linki oznaczone jako „sponsored” nic nie wniosą, poza tym, że Google dostanie podstawione pod nas nasze linki, które do tej pory jak widać były analizowane przez roboty. W nowej konfiguracji – Google nie musi już wykonać tej roboty, bo tą wykonaliśmy już za nich. Podkładamy się Google’owi i to na dodatek – na własne życzenie.

Linki oznaczone jako „ugc” również nie wprowadzają rewolucji – jeśli mają uchronić serwisy przed odpływem „link juice” to można to testować. Natomiast nam SEO-wcom zależy właśnie na przepływie mocy lub autorytetu.

Co należy robić? W mojej opinii – nic. Czekać i analizować, czy ma to jakikolwiek wpływ na osiągane wyniki. Jeśli wszystkie platformy blogowe zostaną „wyorane” to znaczy, że Google znowu działa na przekór SEO-wcom, a nie dba o jak najlepsze działanie algorytmu (bo ten z wieloletnich doświadczeń wiemy, że jest ułomny, a zaproponowane zmiany nic nie poprawiają, ani nie dywersyfikują działań linkbuildingu).

Kamil Demidowski

SEO Team Leader, https://kamildemidowski.pl/

Nie widzę powodu, dla którego ktokolwiek miałby używać atrybutu “sponsored”. Mało prawdopodobne, żeby wydawcy sami chcieli podkładać się algorytmowi, flagując komercyjny , a z drugiej strony – SEO’wcy za takie linki przecież nie zapłacą. Rel “sponsored” będzie pewnie popularny wśród osób, które jako pierwsze wysyłały do Google “disavow” z listami seo-katalogów (czyt. rycerzy).

A “ugc”? Jeśli “ugc” będzie lepiej chronił wydawców stron (np. blogerów, właścicieli forów dyskusyjnych) przed drenażem linkjuice’u z domen, jakimi zarządzają, to dla mnie jak najbardziej okej. Bo “nofollow” może i nie przekazuje mocy z samego anchor text’u, to sam crawler za tymi linkami i tak podąża. Gdyby miało się okazać, że “ugc” wyklucza jakąkolwiek aktywność crawlera (tj. wstrzymuje crawlera i nie przekazuje nawet szczątkowego linkjuice’u), to na plus.
“ugc” trzeba będzie przetestować, a “sponsored” wykluczyć z dobrych praktyk. Dofollow górą.

Adrian Pakulski

Specjalista ds. SEO, https://paq-studio.com/

Nowe atrybuty rel nie zrobią furory. Ale i tak zrobią swoją robotę. W mojej ocenie wprowadzenie tych atrybutów to sygnał, że Google wkracza powoli w bardzo mocne wykorzystanie… sztucznej inteligencji.

Co potrzebuje sztuczna inteligencja aby „nauczyć się” wykonywać jakieś działanie? Potrzebuje danych szkoleniowych. Coś co inżynier będzie w stanie „włożyć” w algorytm SI i nauczyć go pewnych schematów. Chyba wiecie już w którą stronę zmierzam?

Daleki jestem od wszelkich teorii spiskowych ALE…

Wystarczy, że z nowych znaczników „sponsored” czy „ugc” korzystać będą tylko najwięksi wydawcy i kreatorzy treści a także kilka mniejszych stron (Ci którzy stwierdzą, że dla poprawy pozycji należy korzystać z tego rozwiązania lub po prostu boją się Google) i już mamy idealne dane wsadowe.

Jaki będzie tego efekt? Na początku pewnie pójdzie parę zasłon dymnych pokazujących jakie to te znaczniki są ważne. Możliwe, że faktycznie będą w jakimś tam drobnym stopniu wpływały pozytywnie na widoczność. Finalnie jednak – Google zrobi czary mary, hokus pokus i wdroży poprawkę uderzającą w najpopularniejszy ostatnio sposób linkowania – artykuły sponsorowane i marketing szeptany. Także szykujcie się – kolejny dzień zero zbliża się wielkimi krokami.

Tomasz Stopka

CEO, https://semurai.pl

Nowe atrybuty linków przedstawione przez Google 10 września mogą wiele zmienić w procesie pozycjonowania. Co prawda nie brakuje głosów, że pewnie wydawcy je w dużej mierze zignorują (podobnie jak z nieprzestrzeganiem wytycznych dotyczących używania atrybutu nofollow przy linkach o charakterze reklamowym) lub w ogóle nie będą świadomi ich istnienia. Jestem jednak przekonany, że mamy do czynienia z poważniejszym zjawiskiem.

Gdy w 2005 r. Matt Cutts ogłosił (https://googleblog.blogspot.com/2005/01/preventing-comment-spam.html) powstanie atrybutu nofollow, główną intencją było przeciwdziałanie SPAM-owi na blogach (i szerzej, we wszelkich miejscach, gdzie to użytkownik, a nie autor strony może dodać odnośnik).

Do tego szybko doszła rekomendacja, aby nofollow wykorzystywać także w przypadku wszelkiego rodzaju treści reklamowych (https://support.google.com/webmasters/answer/66356). W związku z powyższym można powiedzieć, że atrybuty ugc (user generated content) oraz sponsored niewiele zmieniają, bo niejako dublują to, co Google wprowadziło (wraz z szeregiem dostawców oprogramowania i wydawców) około 14 lat temu.

Podejrzewam jednak, że o ile ugc, sponsored będą mogły być stosowane wymiennie z nofollow w wielu przypadkach, to jednak ich waga będzie inna i każdy link będzie mógł podlegać bardziej precyzyjnej ocenie przez algorytm. Poniekąd już to się działo, od kiedy dowiedzieliśmy się, że nawet linki dofollow mogą zostać zdewaluowane, wykreślone z grafu i nie brane pod uwagę w procesie ustalania rankingu. Teraz dochodzi jeszcze jeden scenariusz – linki nofollow będą mogły być traktowane jako dofollow.

Google chce lepiej zrozumieć naturę linków w sieci i osobno interpretować te rzeczywiście tworzone przez użytkowników, te o charakterze jednoznacznie płatnym (chociaż to też może przenosić jakiś procent zaufania do reklamodawcy) i pozostałe, które być może oznaczone rel=„nofollow”, jednak powinny przenosić autorytet i link juice.

Jeśli odnośnik nofollow powiązany kontekstowo ze stroną docelową, zostaje umieszczony przez zaufanego autora na stronie o wysokim poziomie zaufania i specjalizacji w danym temacie, to czemu miałby nie działać na plus wskazywanego adresu URL? Takich przypadków może być wiele, a algorytm może dokonywać decyzji indywidualnie lub też bazując na machine learningu ekstrapolować wnioski z uprzednio zbadanych grup na całe zestawy linków.

Zatem stoimy przed scenariuszami, w których część linków (niech to nawet będzie ilościowo 5-10%) może zostać efektywniej zdewaluowana, a inne mogą zacząć się liczyć.

W dobie zaktualizowanego algorytmu Page Rank (http://www.seobythesea.com/2018/04/pagerank-updated/), gdzie liczy się nie sama moc linków (rozumiana jako suma jednostkowych wartości każdego z nich), lecz szukanie najkrótszej ścieżki do tzw. seeda, nawet niewielka zmiana w profilu odnośników może powodować znikanie pewnych ścieżek i powstawanie nowych. Czy w związku z tym w marcu 2020 r. (na ten czas zaplanowana pełne włączenie linków nofollow do crawlowania sieci) będziemy obserwować falę wzrostów i spadków? Trudno powiedzieć, bo możemy tylko spekulować na ten moment. Niemniej trzeba brać taki scenariusz pod uwagę, a także to, że bardzo ciężko będzie nam wtedy przeanalizować, co się dokładnie stało, gdyż raczej nie będziemy dostawać od Google raportu, które linki nofollow zostały włączone do grafu, a które dofollow wyłączone.

Szymon Słowik

SEO & Digital Marketing Strategist, https://takaoto.pro

Nowe atrybuty linków w prezencie od jaśnie nam panującego Google.

Kilka dni temu Google opublikowało informację, że prawie po 15 latach istniejący parametr dotyczący linków (czyli aktywnych odnośników prowadzących do witryn) wzbogaca o kolejne dwa parametry czyli „rel: sponsored” i „rel: ugc”. Pierwszy z nich ma dotyczyć linków reklamowo/sponsorowanych czyli takich które powinno się umieszczać w publikowanych materiałach reklamowych (w przypadku polskich realiów sami wiecie, że praktycznie chyba tym parametrem powinno być oznaczone ponad 90% wszystkich umieszczanych linków w sieci 😉 Drugi ma służyć oznaczaniu treści generowanych przez użytkowników serwisów którzy umieszczają treści w postaci komentarzy pod artykułami czy też w postaci postów na forach.

W związku z powyższym nasuwa się pytanie: ”Skąd i dlaczego taki pomysł na rozszerzenie atrybutów dotyczących linków o dwa nowe???

Moim zdaniem odpowiedź jest prosta: algorytm Google nadal jest w miarę łatwym (dla prawdziwych „SEOwców”) do zmanipulowania, nadal jego jednym z głównych parametrów jest jakość oraz ilość linków prowadzących do danej witryny internetowe. Napisałem jednym z głównych chociaż istnieją inne (nawet czasami ważniejsze parametry) decydujące o widoczności strony internetowej w wynikach wyszukiwań.

W związku z powyższym naturalnym było, że prędzej czy później twórcy algorytmu muszą go wzbogacić o parametry które pozwalały by na ocenę interakcji użytkowników oraz lepiej odróżnić odnośniki umieszczane „naturalnie” od tych umieszczanych w wiadomym celu. To chyba najprostsze wytłumaczenie tego co się stało. Po prostu jest to znaczne ułatwienie dla algorytmu pozwalające (teoretycznie) dokonać jeszcze lepszej oceny „wartości” danej strony, nie angażując zbytnio dodatkowych mocy przerobowych w analizę intencyjności umieszczenia danego linku oraz analizę serwisu w którym one zostały umieszczone.

W sumie takie działanie niejako stoi w sprzeczności z informacjami/plotkami sprzed jakiegoś tam czasu dotyczącymi tego, iż Google zaczyna odchodzić od oceny witryny na podstawie prowadzących do niej linków zwrotnych.

Co to zmieni w branży?

Praktycznie nic się nie powinno zmienić, z pewnością nowe parametry wprowadzą dostawcy silników blogowych oraz for internetowych. Ja zastanawiam się nad jednym, skoro Google ustami swoich przedstawicieli cały czas trąbiło wszem i wobec , że najważniejsze w rankowaniu są sygnały pochodzące od użytkowników, to jaką wartość w rankowniu danej witryny będzie miał link z parametrem „rel: ugc” w porównaniu z odnośnikiem „klasycznym” pozbawionym jakiegokolwiek atrybutu???

Na odpowiedź trzeba będzie poczekać tak z kilka miesięcy obserwując i analizując „nowe” backlinki prowadzące do serwisów.

P.S. Jestem ciekaw, które narzędzie do analizy linków zwrotnych zostanie jako pierwsze wzbogacone o możliwość zliczania linków z nowymi parametrami.

Krzysztof Ziółkowski

CEO Jarida Group, https://www.jarida.pl/

Nowe wytyczne Google spowodowały więcej niejasności i zamieszania, niż usprawnienia. Od razu nasuwa się pytanie „dlaczego Google wprowadziło zmiany w atrybucie „rel”? Niby stanowisko Google w tej sprawie jest jasne, ale po co robić segregacje linków „nofollow” na „sponsorowany” i „komentarz”?

W oficjalnych ogłoszeniach Google zawsze szukałem drugiego dna i tak jest i tym razem. Co daje Google wiadomość o linkach wychodzący z parametrem rel=”sponsored”? Informację, że my jako serwis nie rekomendujemy artykułu u nas zamieszczonego, bo jest to czyjaś publikacja i MY się pod nią nie podpisujemy.

Jak Google zachowa się wobec takiej publikacji? Jak Google zachowa się wobec serwisu, który ma tylko takie linki? Na pewno na te pytania poznamy odpowiedź w niedalekiej przyszłości. Bo w końcu po coś zostały wprowadzone te nowe oznaczenie i w moim odczuciu nie będą dotyczyły stron linkowanych a linkujących. Zatem moja teoria jest taka, że Google tutaj bardziej będzie się interesowała stronami, które mają takie linki, jak tymi, do których te linki lecą.

Tomasz Wieliczko

Dyrektor ds. SEO, http://xann.pl

Wprowadzenie przez Google nowych atrybutów może stanowić otwarcie nowego rozdziału. Atrybut “user generated content” Wiedzieliśmy, że treści dostarczane przez użytkowników są ważne,  teraz fakt ten jest wyraźnie zaakcentowany. W strefie domysłów pozostaje, jak silne będzie oddziaływanie takich treści na widoczność witryny na konkretne słowa kluczowe. Dużo mniej emocji wzbudza bez wątpienia atrybut “sponsored”.

Możemy przypuszczać, iż będzie on marginalizował moc linku oznaczonego takim atrybutem, ze względu na jego reklamowy charakter. Nie pozostanie nam jednak nic innego, jak eksperymentować i sprawdzać, jak nowe atrybuty będą przekładały się na pozycje. Im szybciej wyciągniemy konkretne wnioski, tym efektywniejsza powinna być nasza praca.

Paweł Sypniewski

Właściciel GM Media, https://gmmedia.com.pl/

Uważam, że o ile wprowadzenie przez Google dodatkowych wartości atrybutu rel niewiele zmieni, to zmiana podejścia do nofollow może być znamienna. Oznaczanie linków atrybutem rel=”nofollow” stanowiło do tej pory m.in. ochronę przed sklasyfikowaniem niektórych linków jako łamiących wytyczne Google. Istotna zmiana, o której Google nas poinformowało, to możliwość oceny przez algorytm, czy użytkownik zasadnie zastosował nofollow dla linka oraz potraktowania tego oznaczenia jako wskazówkę.

Ponieważ dotąd rel=”nofollow” był zerojedynkowy – wyłączał całkowicie przepływ PageRanku, to z lęku właścicieli stron przed potencjalną karą mógł być wykorzystywany nieoptymalnie – po fali filtrów dla stron wywołanych przez algorytm Pingwin w 2013 roku wielu administratorów serwisów wolało dmuchać na zimne i stosowało nofollow masowo, co z punktu widzenia algorytmu również jest niekorzystne. Teraz to Google oceni, czy (a może też w jakim stopniu) tak oznaczone linki rzeczywiście powinny blokować przepływ mocy.

Należy się spodziewać, że część linków oznaczonych przez rel=”nofollow” zacznie przenosić moc wskutek pozytywnej ich weryfikacji przez Google.

W praktyce może to wyrównać szanse między stronami, które linkują w sposób bardzo zachowawczy, stosując oznaczenie nofollow hurtowo, a stronami, które prowadzą śmielsze (względem wytycznych Google) strategie linkbuildingu, odważniej kalkulując ryzyko.

Jednocześnie dowiedzieliśmy się, że linki zamieszczone w komentarzach Google chce traktować podobnie jak nofollow – ograniczać im przepływ mocy za pomocą atrybutu rel=”ugc”. Jako wyjątek w linkach w komentarzach, Google pozostawia dla komentujących, którzy zbudowali pewne zaufanie do siebie w danym serwisie. W ich przypadku atrybut rel=”ugc” może być pomijany. To dość nieostre wytyczne, które zapewne zaowocują w branży SEO dyskusjami na temat, kiedy dany komentarz zasługuje na przekazanie mocy, a kiedy nie. Inżynierowie z Google również pewnie zdają sobie sprawę z faktu, że oznaczanie archiwalnych komentarzy nowym atrybutem może nastręczać sporo trudności, gdyż wymaga aktualizacji miliardów rekordów zapisanych w bazach danych. Z uwagi na to spodziewałbym się, że z większą pobłażliwością będą podchodzić do oznaczeń komentarzy, niż oznaczeń linków reklamowych.

Spodziewam się także, że Google będzie oceniał stosowanie tych oznaczeń stosownie do geolokalizacji strony z uwagi na różne podejście do wytycznych Google w krajach np. zachodniej i wschodniej Europy. Czas pokaże 🙂

Tomasz Kołkiewicz

CEO, https://seo4.net/

Google rozszerzyło pulę branych pod uwagę atrybutów linków o rel=”sponsored” dla linków sponsorowanych, opłaconych oraz rel=”ugc” dla linków generowanych przez użytkowników (User Generated Content). Oba atrybuty działają samodzielnie oraz w kombinacji ze sobą i z rel=”nofollow”. Równolegle zmieniono sposób interpretacji atrybutu rel=”nofollow” jako „podpowiedź” nie dyrektywa.

Zmiana wpływa analogicznie na atrybut „nofollow” nałożony na linki w meta tagu „robots” (https://twitter.com/methode/status/1171951127916699648?s=21). Zapowiedziano też na marzec 2020 roku rozszerzenie tej interpretacji na wpływ atrybutu rel=”nofollow” na crawlowanie i indeksację.

Zmiany mają na celu wykorzystanie przez Google większej ilości informacji dotyczących linków, m.in. ich anchor text (zmiana na „podpowiedź”) oraz lepsze zrozumienie nienaturalnych schematów linkowania. Dodatkowo zmiana na „podpowiedź” pozwala Google na branie pod uwagę linków mimo ich oznaczenia.

Zmiana z rel=”nofollow” na rel=”sponsored” lub rel=”ugc” (lub ich dodanie) nie jest wymagana. Aktualne rozwiązanie również jest akceptowane w wytycznych Google jako rozwiązanie dla linków, które nie powinny wpływać na ranking. Wydawcy mają dodatkowe możliwości jednak czy rzeczywiście wskazywanie linków sponsorowanych w tak oczywisty sposób będzie dla nich korzystnym rozwiązaniem? Podejrzewam, że z czasem ta „dobrowolność” wdrożenia nowych atrybutów może się zmieniać.

Mając tą świadomość, dla serwisów, które zarabiają na sprzedaży linków nieoznaczonych do tej pory rel=”nofollow” niewiele się zmienia. W dalszym ciągu brak oznaczenia jest dla serwisu ryzykiem kary za linki wychodzące, a cena sprzedaży linka jest pochodną braku jego oznaczenia.

Co rzeczywiście może się zmienić? Pisząc ten komentarz wyobrażam sobie wzrost liczby autorów / źródeł dla wpisów na przykład na Wikipedii czy moderowanych forach tematycznych. Linki oznaczone rel=”nofollow” mają od teraz oficjalnie potencjał wpływać na ranking i jest to tym bardziej prawdopodobne im większy autorytet serwisu, na którym są zamieszczone. Podejrzewam jednak, że ważna będzie przy tym jakość strony docelowej linka, jej wartość merytoryczna więc zupełny spam prawdopodobnie tutaj aż tak nie skorzysta. Na pewno jednak będą osoby chcące przetestować / wykorzystać tą szansę.

Zwiększyć się może zróżnicowanie ofert publikacji sponsorowanych o różne wersje oznaczeń jednak nie ma to większego sensu dopóki nie pojawią się potwierdzone (przetestowane) różnice w interpretacji przez Google poszczególnych „podpowiedzi” w atrybutach linków. Można na przykład spodziewać się większego wpływu na pozycje linków z rel=”ugc” i rel=”nofollow” niż z rel=”sponsored” a więc i większego popytu na takie oferty.

Trzeba też mieć na uwadze zapowiedzianą zmianę wpływu rel=”nofollow” na crawlowanie i indeksację jeśli do tej pory ktoś korzystał wyłącznie z tego rozwiązania np. w przypadku nawigacji fasetowej. Moim zdaniem już teraz warto rozważyć i zaplanować wdrożenie innej metody zarządzania indeksacją.

Katarzyna Jakubów-Tyka

Kierownik działu SEO , netim.pl

Są to zmiany, które będzie można w jakimś stopniu mierzyć i testować. W przeszłości mieliśmy wiele aktualizacji algorytmu Google typu Hummingbird, Rankbrain czy wiele nieoficjalnych, nazwanych przez seowców jak Phantom itd. Nie było jednak jasnego punktu odniesienia czego tamte aktualizacje dotyczyły, więc pojawiała się masa różnych publikacji i teorii, czasem mocno naciąganych. Dodatkowo, po odejściu Matta Cuttsa Google wybrało ścieżkę zero komunikacji. Na szczęście od kiedy w Google zaczął pracować Danny Sullivan to stopniowo się poprawia. W tym przypadku mamy konkretne wskazanie – po 15 latach zmieniamy podejście do nofollow, wprowadzamy nowe tagi itd. Pozwoli to przeprowadzić seowcom testy i sprawdzić skalę zmian. Poczekajmy, wyniki mogą być ciekawe.

Dużo emocji wzbudza wprowadzenie tagu sponsored. Z dotychczasowych informacji wynika, że to będzie bardziej doprecyzowana wersja nofollow. Pytanie, czy wydawcy będą stosowali ten tag? Mogę sobie wyobrazić scenariusz, gdzie wysyłana jest fala kar manualnych dla wydawców tekstów sponsorowanych, by wzbudzić strach i przekonać do stosowania odpowiednich oznaczeń. Jak sam tag sponsored będzie działał w praktyce przy linkowaniu? To również jest do przetestowania.

Uważam, że dużo więcej ciekawych informacji, właśnie na bazie testów, będziemy mieli za kilka miesięcy i wtedy będzie można podjąć bardziej konkretne decyzje czy zmieniać coś w swojej strategii i podejściu do linkowania.

Szymon Spychała

carted.pl

W mojej opinii to kolejny krok w walce z „nienaturalnym” linkowaniem. Jeżeli wydawca publikował płatne treści, w których umieszczał linki wychodzące, to zgodnie z dotychczasowymi wytycznymi Google, musiał oznaczyć artykuł jako sponsorowany, a także użyć atrybutu rel=”nofollow” dla linków wychodzących. Nowy atrybut rel=”sponsored” ma ułatwić decyzję wydawcom, w jaki sposób oznaczać linki wychodzące z płatnych artykułów w ich serwisach. W przypadku treści sponsorowanych, nie zawsze link wychodzący oznaczony jako rel=”nofollow” prowadził do strony o niskiej reputacji, a często wręcz przeciwnie.

Teraz ma to być uporządkowane i zróżnicowane, mianowicie linkując do wartościowej strony z artykułu sponsorowanego, wydawca może użyć nowego atrybutu, innego niż rel=”nofollow”, ale określającego, że link jest kupiony. Nie oznacza to oczywiście, że link rel=”sponsored” będzie traktowany jak “dofollow”, pomoże natomiast robotom wyszukiwarki Google w jeszcze lepszym rozumieniu intencji wydawcy umieszczającego link, a tak naprawdę w walce z „nienaturalnym” linkowaniem (zapewne takie jest założenie). Podobnie z linkami wstawianymi samodzielnie przez użytkowników – należy wtedy użyć atrybutu rel=”ugc”. Również w tym przypadku pomoże to określić Googlebotowi rodzaj linków i jeszcze lepiej analizować domeny i ich profile linkowania.

W finalnym rozrachunku Google będzie deprecjonować moc linków rel=”sponsored” i rel=”ugc”, tak jak ma to miejsce w przypadku rel=”nofollow”, z tym wyjątkiem, że teraz będzie jeszcze bardziej pewne, skąd pochodzi link. Dodatkowo będzie mogło jeszcze dokładniej „wyłapywać” witryny, do których w znacznej większości prowadzą linki np. z komentarzy na blogach/forach lub z kupionych artykułów sponsorowanych. Oczywiście, jeżeli nowe atrybuty zostaną realnie używane przez właścicieli witryn internetowych.

Dawid Medwediuk

SEO Specialist , dawidmed.com

Do tej pory wybór był prosty – publikacja linku nofollow lub tzw. dofollow. Teraz trochę to się zmieni. Moim zdaniem nowe atrybuty linków “sponsored” i “ugc” wprowadzą małe zamieszanie w życiu osób zajmujących się strategią pozyskiwania odnośników. Jest to dla mnie małe zaskoczenie, bo mogłoby się wydawać, że Google już wcześniej potrafił sprawnie rozpoznawać schematy linkowania, określać wartość odnośników i na tej podstawie “uczyć się”, które linki to przejaw manipulowania rankingiem.

Zmiany wprowadzane przez Google mogą zaskoczyć wydawców. Co niektórzy nie będą świadomi nowych atrybutów dla linków. Najbliższe prośby o lokowanie odnośników z nowymi atrybutami “sponsored” bądź “ugc” mogą być za pierwszym razem egzotyczne. Tym samym rodzi to też potrzebę, aby same platformy pośredniczące w publikacjach wprowadziły docelowo modyfikacje w tym kierunku. Czy to oznacza zmianę cenników publikacji? Tego nie wiem, na pewno w najbliższym czasie mogą się pojawić kolejne pozycje w cennikach.

Na pewno czasu będą potrzebować też developerzy, którzy przez ostatni czas budowali serwisy. Tym samym systemy komentarzy czy postowania powstawały z przekonaniem, że linki należy tagować atrybutem nofollow bądź pomijać wszelkie atrybuty dla linków wychodzących.

To jest dobry czas, aby testować i sprawdzać, jak nowe atrybuty wpływają (lub nie) na końcową widoczność serwisów. Obawiam się jedynie, że Google może dewaluować w przyszłości linki (oby nie), skoro pozyska dodatkowe wskazówki odnośnie schematów lokowania linków. Moje rady? Myśleć już teraz o tym, że Google chciałby się nauczyć więcej o stosowanych strategiach link buildingu. Ja polecam dywersyfikować profile linkowe domen, zarówno w kwestii tekstów zakotwiczenia, serwisów jak i sposobu lokowania.

Piotr Michalak

Doradca Zarządu ds. rozwoju biznesu, https://piotrmichalak.pl/

Zmiany w atrybutach linków – podsumowanie

Wbrew pozorom intuicja, doświadczonych już przez życie (Google?) SEOwców, prowadzi Ich w podobnym kierunku.  Z wypowiedzi 17 Ekspertów, których poprosiliśmy o wyrażenie opinii na temat nowych atrybutów linków, wynika kilka ważnych rzeczy:

  1. Wprowadzenie rel=„sponsored” i rel=„ugc” ma na celu lepsze zrozumienie przez Google grafu linków i jest niejako kolejnym „wcieleniem” Disavow Tool. Wystarczy, by zaledwie część stron zaczęła stosować nowe atrybuty, a algorytmy będą mogły lepiej poznać i „zrozumieć” schematy w linkowaniu. Jako SEOwcy nie boimy się teorii spiskowych –  doświadczenie nauczyło nas, że niewiele zmian w Google dzieje się „tak po prostu”.
  2. Wdrożenie generuje szereg problemów i musi potrwać. Niełatwa będzie zmiana świadomości webdeveloperów i właścicieli stron. Istnieją również obawy, że ostatecznie ta zmiana może wpłynąć na ceny publikacji bez atrybutu „sponsored”.
  3. Wartość linka z nowym atrybutem może być bardzo niska lub nawet zerowa.
  4. Najważniejszą zmianą jest jednak ta, o której mówi się mniej i która została niejako przemycona w komunikacie Google, czyli rozpoczęcie traktowania rel=„nofollow” nie jako dyrektywę, ale sugestię, z którą wyszukiwarka może zrobić… tak naprawdę co chce.
  5. Nasi Eksperci przypuszczają, moim zdaniem słusznie, że wprowadzenie nofollow 15 lat temu i kolejne aktualizacje algorytmu Pingwin doprowadziły nas do momentu, w którym nawet w naturalnym linkowaniu i powoływaniu się na źrodło, wydawcy i webmasterzy nagminnie boją się użyć linka dofolow. Z tego względu zmiany są konieczne.

A co Ty sądzisz o nowych atrybutach i zmianie sposobu traktowania nofollow? Masz podobną czy odmienną opinię? Podziel się nią z nami w komentarzu 🙂

Ewelina Podrez

Red. Aleksandra Sudnik